Zamknij X
INFORMACJA DOTYCZĄCA PLIKÓW COOKIES:

Ten serwis stosuje pliki cookies. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia.

Forum Dairy Spence
Zaloguj
Forum Dairy Spence
Zaloguj

Gospodarstwo na Marcinkowie 2

2015-04-21

Ferma, którą odwiedziliśmy prowadzona jest przez wyjątkową rodzinę. Ciepli i opiekuńczy nie tylko dla ludzi, ale również dla swych zwierząt, Państwo Tylka, opowiadają o codziennych zmaganiach z hodowlą kur.

Proszę opowiedzieć nam parę słów o Państwa gospodarstwie:
Paweł Tylka: Zajmujemy się produkcją jaj reprodukcyjnych. Chowamy kury i koguty na ściółce. Początek istnienia firmy przypada na koniec lat 70. Teściowa wymyśliła ten biznes i tak rozpoczęła się przygoda z kurami w rodzinie. W roku 1999 – ja, jako „nowy nabytek dla firmy” – wraz z małżonką zaczęliśmy rozkręcać produkcję tutaj, na Marcinkowie 2. Na początku z jednym tylko kurnikiem. Szczerze mówiąc nie byłem przygotowany merytorycznie – nie miałem studiów hodowlanych. Z wykształcenia jestem technikiem elektronikiem. Fakt, że jest to potrzebne, bo cała armatura opiera się na prądzie, ale sprawy biologiczne niekoniecznie się z tym wiążą. Jeśli człowiek ma umysł dynamiczny, to się uczy. Teściowa coraz bardziej się wycofywała i w 2004 roku przejęliśmy firmę.

Jak dobierają sobie Państwo partnerów biznesowych?
P.T.: Staramy się współpracować z najlepszymi: żywienie z LNB, odbiór naszych jaj – zawsze wyszukiwaliśmy najlepsze firmy. Musieliśmy sobie to jednak wypracować. Jakość naszych produktów przekłada się na jakość firm odbierających nasze jaja. Duża pomoc spotkała nas ze strony LNB, dzięki ich technologom opracowaliśmy mieszanki. Gdy żywienie było dopracowane, zajmowaliśmy się budynkami: ocieplaliśmy, wymienialiśmy dachy, sprzęt w środku na nowoczesny. Potem zajmowaliśmy się przebudową całego systemu zarządzania gospodarstwem, tak żeby dostosować to do naszych pomysłów. Gdy zmienialiśmy nawyki stada staraliśmy się zawsze wczuć w potrzeby zwierząt, myśleć, czego one potrzebują: rano, gdy wstają żeby się napiły, najadły, znowu napiły, potem zajęły sprawami seksualnymi. Trzeba było wszystko w planie dnia poukładać. Kury mają swój „system dnia”. Poprawialiśmy dosłownie minuty w tych czasach tak, żeby były dostosowane do komfortu kurek.

Czy te zmiany przyniosły korzyści?
P.T.: Zaczęła się współpraca z coraz lepszymi firmami. Już nie było tak, że to my szukaliśmy odbiorców naszych jaj, ale to nas szukano. Teraz w pełni handlujemy z duńską firmą, chociaż wolałbym żeby była polska. Jako gospodarstwo o profilu reprodukcji wysoko mierzyliśmy i udało nam się spełnić wysokie standardy. Jak robić coś, to robić dobrze.

Jakie są kryteria towaru wysokiej jakości?
P.T.: Pisklęta dobrze się lęgną, mają dużą zdrowotność, jaja muszą mieć odpowiedniej twardości skorupkę. Wytycznych jest dużo. Jakość ocenia hodowca, ma porównanie tego pisklęcia do innych – mała śmiertelność, dobry przyrost, mało upadków. To jest proces bardzo złożony. My oddajemy
jajka zalęgowe, ale zanim dostanie je hodowca, trafiają one najpierw do firmy transportowej, która musi zadbać o odpowiedni przewóz, potem do wylęgarni, która nie może kurczaczka zaziębić albo przegrzać. Najlepsi ciągną do najlepszych. [...]

Cały wywiad przeczytaj w Magazynie FLASH

Pomóż nam ulepszyć naszą stronę! Wystarczą 3 kliknięcia:
Czy w łatwy sposób udało Ci się znaleźć interesujące Cię informacje?
 
Czy informacje na naszej stronie są interesujące?
 
Twoja ogólna ocena naszej strony internetowej:
 
Twoje sugestie – co jeszcze możemy zrobić?